Myśl, planuj, działaj. Zwłaszcza w warunkach zmienności. Taka jest cała współczesna ekonomia – jedną wielką zmiennością, która jest sztucznie stabilizowana. Przedstawienie trwa, publiczność klaszcze, a co jeśli w 2018 roku opadnie kurtyna? Co jest za kurtyną? Kogo stać, żeby zapłacić za cały bilet (normalny – nie ulgowy)?

Rozpoczynamy 2018 rok, który w naszej opinii będzie wyjątkowo dochodowy, co wcale nie oznacza kontynuacji hossy, która zawitała już niemal wszędzie. Otwieranie lodówki rano staje się lekko stresujące, bo może z niej wyskoczyć komunikat, że znowu „coś” pobiło rekord wyceny. 😉 W takich warunkach łatwo ulec iluzji straconej szansy i szybkim chcąc wskoczyć do odjeżdżającego pociągu, jednym przelewem wpłacić pieniądze na jakiś produkt który zarobił z 40% w ostatnim roku. Szybka rekomendacja: spokojnie, nie ten to następny. Właściwie niemal na pewno: to nie ten pociąg!

Dobra mina do złej gry, czy dobra po prostu: dobra gra?

Pozornie wszystko w porządku ze światową ekonomią, pojawiają się już komunikaty „oficjalnie świat wyszedł z kryzysu”, albo świeżynka z wczoraj: „większość analityków przewiduje, że to będzie rok małych i średnich przedsiębiorstw”… Możliwe, jak wszystko. Prawdopodobne – coraz mniej.

Wiodące giełdy światowe ulokowane w USA i mierzące ich puls indeksy (S&P 500, NASDAQ) rozpoczynają rok 2018 na historycznych maksimach. Emerging Markets (w tym Polska) w ciągu ostatnich 12 miesięcy rosły nawet szybciej niż USA.

ZIelony wykres: MSCI Emerging Market IndexŹródło: www.markets.ft.com

Inflacja pokazywała zęby, ale została podobno oswojona. Bezrobocie w USA, a właściwie stopa bezrobocia spadła do poziomów najniższych od 17 lat:


source: tradingeconomics.com

Istotny wykres, wart chwili refleksji, tylko w ciągu ostatnich 20 lat, każdy cykl obniżek stopy bezrobocia (w wyniku kombinacji: koninunktury i przeróżnego kalibru działań rządowych) kończył się i w finalnym punkcie zbiegał z załamaniami na rynku w USA, który z wraz z postępującą globalizacją coraz silniej oddziałuje na notowania na wszystkich pozostałych światowych giełdach. Widzę tu kilka zależności, być może przypadkowych 😉

  1. Bańka internetowa (dot-com bubble) pękła w 2001 roku – gdzie był wówczas wykres bezrobocia względem lat poprzednich?
  2. Kryzys na rynku kredytów hipotecznych w USA (subprime) rozpoczął się w 2007 roku – gdzie był wówczas wykres bezrobocia względem lat poprzednich?
  3. 2017 rok skończyliśmy najniższym od 2000 roku bezrobociem w USA, i najwyższymi w historii wycenami, a gdzie jest obecnie wykres bezrobocia.


source: tradingeconomics.com

Wielokrotnie w historii (nie tylko w ostatnich 20 latach) dochodziło do spektakularnych załamań na rynkach. Te dramatyczne spadki aktywów przeszacowanych zawsze oznaczały także spektakularne wzrosty aktywów niedoszacowanych. Obecna sytuacja nie musi oznaczać, że jutro czy nawet w całym 2018 roku wybuchnie załamanie, ale daje 100% pewność co do kilku kwestii:

  1. Na rynku już pojawiają się nowe ekstrema, tzn. że wyceny są lub mogą być przeszacowane (dla akcji potwierdzają to m.in. wskaźniki P/E i CAPE).
  2. Można już zdecydowanie wyznaczyć, które aktywa cieszą się negatywnym sentymentem, tj. mogą być niedoszacowane i stanowić potencjał do pokaźnego zarobku.
  3. Urealnienie wycen na rynkach zawsze jest gwałtowne. Nieistotne, czy spojrzymy na wykres bezrobocia, czy np. indeks Dow Jones powyżej, schemat jest wyraźny i powtarzalny, po relatywnie długim okresie dobrej koniunktury, następuje pokerowe „sprawdzam”, jak mawia Warren Buffet: woda w basenie zostaje nagle spuszczona i można zobaczyć kto pływa bez majtek.
  4. To zdecydowanie zły moment na zajmowanie długich pozycji w ramach długoterminowych strategii inwestycyjnych. Może się nie udać.

USA, Europa, Japonia, Chiny i Emerging Markets – ex aequo

Po raz pierwszy od 2007 roku mamy do czynienia z wyraźnym ruchem wzrostowym na wszystkich istotnych rynkach. Jest tak dobrze, że musiałoby być absurdalnie, żeby było lepiej (dla nas to wystarczający argument, aby zwiększyć ostrożność). Do tego hossa na rynku nieruchomości, wieloletnia hossa na rynku obligacji:


source: tradingeconomics.com

Powyższy wykres prezentuje rentowności 10-letnich obligacji rządowych USA, mechanizm rynku obligacji działa w uproszczeniu tak: wraz ze spadkiem rentowności rosną ceny istniejących już na rynku papierów (gwarantujących wyższe odsetki). Obecnie jesteśmy więc w okolicach szczytu 40 letniego cyklu (to nie oznacza, że szczyt nie może być jeszcze nieco wyżej). Pole do kontynuacji hossy na rynku obligacji jest ograniczone, w tej chwili pole do obniżek rentowności wynosi nieco ponad 2% (do zera), trzeba przy tym pamiętać, że oprocentowanie obligacji rządowych na poziomie 0% oznaczałoby pożyczanie pieniędzy za darmo!

Ekstremalna sytuacja na rynku pieniądza


source: tradingeconomics.com

Ceną pieniądza jest stopa procentowa (obecnie w USA 1,5%; podobnie w Polsce 1,5% – to nienaturalna sytuacja, bo złotówka dzisiaj „kosztuje” tyle, ile dolar !). Po ostatnim kryzysie w latach 2007-2009, wdrożono bezprecedensowe rozwiązania w postaci: obniżki stóp procentowych do poziomu 0,5% (wykres powyżej) oraz Quantitative Easing (czyli tzw. luzowanie ilościowe) polegające na dodruku, a właściwie arbitralnym zwiększeniu podaży pieniądza na rynku i skupie za wykreowane z powietrza dolary, euro, jeny, franki szwajcarskie, rzeczywistych aktywów takich jak akcje i obligacje. Tu wypada pochylić się nad kolejną zależnością:

  1. Bańka internetowa (dot-com bubble) pękła w 2001 roku – ratowano wówczas sytuację poprzez obniżki stóp procentowych, to doprowadziło do napompowania kolejnej bańki na nieruchomościach w 2007 roku (tani pieniądz zwiększa ilość zaciąganych kredytów/długu oraz przyspiesza kreację nowego pieniądza w systemie rezerwy cząstkowej, a dalej prowadzi do błędnej alokacji, czyli powstawania w skrajnym wypadku baniek spekulacyjnych).
  2. Kryzys na rynku kredytów hipotecznych w USA (subprime) rozpoczął się w 2007 roku – ratowano wówczas sytuację poprzez gwałtowną obniżkę stóp procentowych i uruchomienie dodruku w postaci QE (Quantitative Easing).
  3. 2017 rok skończyliśmy najniższym od 2000 roku bezrobociem w USA, i najwyższymi w historii wycenami, a w tle tych ekstremalnie dobrych wyników znów trwa cykl podwyżek stóp procentowych w USA. Być może nie ma żadnych zbieżności, ale historia pokazuje, że po cyklu podwyżek Fed zyskuje narzędzie do rozwiązania kolejnych „krachów”, z tym, że za każdym kolejnym razem ta „kroplówka musi być mocniejsza” i dodatkowo wzmocniona.

W 2001 roku obniżka stóp procentowych wyniosła -84,62% (z 6,5% do 1%), w 2007 roku do utrzymania kasyna potrzeba było już obniżki o -90% (z 5% do 0,5%) + stymulacji drukowanym dolarem w ramach kolejnych QE. W przypadku kolejnego załamania na rynkach (a właściwie urealnienia wycen), zwłaszcza w dobie Everything Bubble, zdecydowanie potrzebne będą jeszcze silniejsze lekarstwa albo zobaczymy trupa…

Everything Bubble

Everything Bubble – Bańka na wszystkim, to w skrócie sytuacja na rynkach u progu 2018 roku, skoordynowane programy dodruku i niskich stóp procentowych na świecie doprowadziły do bezprecedensowej sytuacji hossy na wszystkich istotnych rynkach akcji i obligacji jednocześnie, napompowane są także nieruchomości (pisaliśmy o tym w raporcie o stanie światowego majątku tu: http://fpp-group.pl/swiatowy-majatek-2017-gdzie-jestesmy-10-lat-po-kryzysie/). To rodzi niesamowite szanse inwestycyjne, ale o tym później.

Specjalistyczne media i „eksperci” ogłaszają regularnie nowe rekordy wycen i powszechną hossę, ale… te wyceny nie są wynikiem realnego wzrostu gospodarczego i realnego wzrostu produktywności. Obecne rekordy są w dużej mierze wypaczeniem, za którym stoi ogromny dług wygenerowany przez banki centralne. Szacuje się, że tylko w ciągu ostatniej dekady bilanse banków centralnych: USA (FED), Japonii (BoJ), Strefy Euro (EBC) wzrosły łącznie o  8 300 000 000 000 USD (12 zer – bilion), podczas gdy PKB (GDP) tych obszarów wzrósł o 2 100 000 000 000 USD (12 zer – bilion).

! Bez wybitnych narzędzi matematycznych można wnioskować, że 6,2 bln USD nie trafiło jeszcze do realnej gospodarki (a przy obecnym tempie wzrostu gospodarczego potrzeba na to około 30 lat), a zasiliło: rynki akcji, obligacji, nieruchomości i długu rynków wschodzących.

Reversal Quantiatative Easing – odwrócone luzowanie ilościowe

Jesień 2017: Amerykański FED rozpoczął już proces odwrotny do QE poprzez sprzedaż obligacji i MBS (mortgage backed securities – można tłumaczyć: papierów wartościowych zabezpieczonych hipotekami na nieruchomościach, albo: „obietnic, że ktoś kiedyś, w razie czego odda komuś innemu” 😉 ) nabytych na całym świecie.

Japonia i Europa jeszcze tego procesu nie rozpoczęły, ale biorąc pod uwagę, że dodruk rozpoczęli z pewnym opóźnieniem, to oczekiwałbym, że odwrót też nastąpi z opóźnieniem. Kierunek jest oczywisty, a w finalnym stadium będzie również oznaczał podniesienie stóp procentowych (jak w USA).

Skutkiem redukcji podaży pieniądza (odwrotne QE) oraz podwyżki stóp procentowych będą spadki wycen wszystkich napompowanych aktywów: akcji, obligacji, nieruchomości. Bańki (nie banki) tak czy inaczej zostaną rozładowane (chociaż banki też wypadałoby nieco rozbroić).

Może dojść do osobliwej sytuacji, gdy spadki na giełdach związane z redukcją QE ukryją się za inflacją związaną dotarciem części drukownych USD, JPY, CHF, EUR do najniższych szczebli konsumpcii. Wtedy na papierze załamania nie będzie, ale rozkład siły nabywczej zmieni się diametralnie. 

Powyższy rozwój wydarzeń jest bardzo prawdopodobny i rodzi niepowtarzalną okazję do zainkasowania dużych zysków. Niezależnie od wielkości portfela. Na tym zamierzamy się skupić w 2018 roku. Jak wykorzystać obecną sytuację do pomnożenia stanu posiadania? – o tym w części drugiej niebawem.